Login
Gości:
- 9 gości
- julek1967
Poczatuj
Latest Message: 5 days, 10 hours ago
- Daimoon : W Trójmieście nie czekamy na sezon jeździmy na AWFiS i trzymamy formę:) Kto chętny dołączyć zapraszam:) 511 261 109
- Lukas9712 : Kto z Leszna?
- Lukas9712 : Ja już bym chciał wiosnę!
- white sports : darek wpadnij do mnie po
- zuma : bawiłam się wysmienicie. dobrze wiedzieć, że krakowska ekipa rolkarzy jest tak liczna i sympatyczna. Loża szyderców as well :D
- zuma : «link»
- zuma : Hi, fajny przejazd wrzesniowy ;)) «link» - specialist.com
- qwe : ))))
- qwe : )))
- qwe : ))
Only registered users are allowed to post
Wyprawa rolkarsko-rowerowa z Portugalii do Polski - wystartowała
czwartek, 07 lipca 2011 20:04
Chcemy przedstawić Wam ciekawą inicjatywę jako wykazało kilku naszych znajomych. Zaplanowali oni wyprawę rolkarsko-rowerową z Portugalii do Polski. Wystartowali 15 sierpnia.
Strona internetowa całego przedsięwzięcia to www.fabrykaprzygod.wordpress.com
Zapraszamy na relację uczestników 'dzień po dniu'
Dzień czwarty:
Rankiem bez większych problemów trzasnęliśmy 25 kilometrów i zatrzymaliśmy się na niezbędną siestę w miasteczku Constancia. W rzeczce zrobiliśmy się na bóstwa, wypraliśmy skarpetki i poleżeliśmy pod drzewem. W tym czasie temperatura wzrosła do ponad miliona stopni w słońcu... W takich warunkach czeka nas jedno: rozłożona na raty, powolna i bolesna śmierć przez wysuszenie ciała. Nasze truchła wyschną na słońcu, rowery i rolki po prostu się stopią i możemy zapomnieć o sławie i poniedziałkowych spotkaniach podróżników w Klubie Grawitacja. Musimy więc podjąć poważną decyzję: czy iść do apteki i poszukać jakiś odpowiednich i szybko działających proszków, których połknięcie ukróci nasze cierpienia; czy też robić tak: wstawać o piątej rano, jechać do około południa, kiedy nastaje piekielny gorunc i życie zamiera, iść spać, wstawać około czwartej po południu, jechać do około dziewiątej wieczorem, po czym w spanie. Zaskoczeni nagłą i łatwą do przewidzenia zmianą pogody poważnie rozważamy obydwie opcje.
Jest bardzo, bardzo ciężko, ale Artur jest po prostu robotem, bez problemu robi serpentyny itp:)
Dzień trzeci:
Cały dzień minął nam pod znakiem dróg szybkiego ruchu i nerwowym oglądaniu się za siebie w obawie przed pędzącymi TIRami. Za to lekką ręką (nogą?) pokonaliśmy ponad 87 kilometrów. Można jeszcze wspomnieć o w pełni uzasadnionym pociągu do napojów, i to nie tylko wyskokowych. Na zdjęciu Artur pędzący ze świadomością, że nieuchronnie zbliża się godzina zamykania sklepów. Chwilę potem na szczęście udało się nam zaopatrzyć w owoce, wodę oraz białe różowe i czerwone wino. Pędziliśmy aż do 22.00, potem siup w pole kukurydzy, gdzie urzeczeni własnym sukcesem spędziliśmy uroczą noc z komarami.Żadnych szczególnych przygód nie zaliczyliśmy, niestety. No, nie licząc tego, że zostaliśmy oszukani przez GPS, który wskazał nam niemalże nieistniejącą drogę. Pamiętajmy jednak, że zbliża się weekend, a dowiedzieliśmy się z sobie tylko znanych źródeł, że w tych szczególnych dniach tygodnia po wsiach odbywają się niezgorsze dansingi. Tak więc wszystko przed nami:)
A tak w ogóle to Portugalczycy mają nas za alkoholików - gdy tylko wchodzimy do knajpy, z miejsca wychylamy po trzy browary i zajmuje nam to około 10 minut. Sek w tym, że portugalskie piwka są serwowane w butelkach o pojemności 0.2 litra...
Dzień drugi:
Drugi dzień wyprawy przejdzie do historii ze względu na heroiczne boje z portugalskimi górami. Po trzydziestu kilometrach Artur wyglądał jak podręcznikowy pacjent Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jednak, wbrew przewidywaniom zawodowców, strzaskał wczoraj na rolkach ponad 85km! Zatrzymując się po drodze na kawki, piwka i inne paliwka. Rowerzyści też bywają wymęczeni, do Artura im jednak trochę brakuje. Tak więc generalnie siejemy na portugalskich drogach śmierć i zniszczenie, co widać na załączonym obrazku… Jak tylko wjedziemy na jakąkolwiek rozległą równinę, wyniki będą trzycyfrowe!!!
Już pod koniec dnia świadkowaliśmy bójce w portugalskiej mordowni. Barman przegrał z panem o kulach i w odwecie zamknął knajpę:)
A już po zmroku przeklinaliśmy przepiękną mieścinkę Alenquer. Niech nikt nie mysli, że uda mu się tam coś zjeść bez totalnego wkurwienia się na niekumatą obsługę. Nie pozostało nam nic innego niż ułożenie się do snu, bez jakiegokolwiek posiłku, w kilkusetletnim gaju oliwnym.
Dziś idzie nam równie dobrze, o czym niebawem…
Dzień pierwszy:
No i jesteśmy. Po 2 dniach intensywnych starań udało się nam wreszcie zebrać do kupy. W tym czasie Staszek wynudzał się na Cabo de Roca, a Lechu czekał w Lizbonie na Artura. Po noclegu za komendą policji w miasteczku Sintra i kilku wyjątkowo czasochłonnych problemach nawigacyjnych, wreszcie dotarliśmy na miejsce startu, z niemal jednodniowym opóźnieniem. A wyglądało to mniej więcej tak…
Przez te wszystkie przygody przed zmrokiem zdołaliśmy przejechać raptem 14km, ale widać, że idzie lekko, podjazdy nie takie straszne jak je malują, pogoda sprzyja (a nawet przydałoby się kilka Celsjuszy więcej) i jutro od rana będziemy dawali konkretnego czadu. Póki co czeka nas nocleg na plaży w niejakim Pria das Macas.
Zapowiedź:
Zapowiada się ciekawie. Jak piszą uczestnicy wyprawy:
Jedziemy z Cabo da Roca, najdalej wysuniętego na zachód punktu Europy, do Bielska- Białej. Początkowo planowaliśmy wyruszyć z Polski w stronę Portugalii, jednak ze względów bezpieczeństwa postanowiliśmy obrać odwrotny kierunek. Żeby było ciekawiej, jedna osoba jedzie na rolkach, a jedna na rowerze. Dla każdego z nas będzie to bez wątpienia najbardziej ekstremalne przeżycie, zarówno jeśli idzie o podróże jak i wysiłek fizyczny, którego będziemy musieli się podjąć, aby w trzydzieści dni dotrzeć do celu. Zadanie będzie podwójnie trudne, ponieważ w drodze nie zamierzamy stronić od uciech, gier i zabaw ;). Zarówno żmudne przygotowania jak i sama podróż zostaną drobiazgowo zrelacjonowane. Zapraszamy do czytania!
cdn...
